Przed spotkaniem z GKS Katowice trener lubinian ostrzegał, że spotkanie z Gieksą nie będzie łatwym pojedynkiem, że w Katowicach na lubinian będzie czekała twarda walka o każdy centymetr boiska. Pierwsze minuty spotkanie nie zdawały się tego potwierdzać. Lubinianie od pierwszego gwizdka objęli inicjatywę i już w 8 minucie mogli się cieszyć ze zdobytej bramki. Po rzucie wolnym, i świetnym uderzeniu Michała Golińskiego piłka zatrzepotała w siatce katowickiej bramki.
Po strzelonej bramce lubinianie spokojnie kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń. Natomiast gospodarze sprawiali wrażenie mocno przestraszonych klasą rywala, i ograniczali się tylko i kontrataków, i długiego rozgrywania piłki na własnej połowie. Nienajlepsza postawa gospodarzy w pierwszej odsłonie meczu kosztowała ich utratę jeszcze jednego gola. Tuż przed przerwą, dwójkową akcję Micanski – Pawłowski celnym strzałem w okienko zakończył ten pierwszy i na przerwę lubinianie schodzili z dwubramkową przewagą, a schodzących do szatni podopiecznych Jana Żurka żegnały gwizdy.
W trakcie przerwy w szatni gospodarzy było bardzo „gorąco”. Mocne słowa wypowiedziane, czy wręcz wykrzyczane, przez szkoleniowca GKSu pod adresem swoich podopiecznych pozytywnie odbiło się na ich grze. W drugiej części spotkania Gieksa zagrała z większym rozmachem, odważniej, a przede wszystkim skuteczniej i ambitnie. Od pierwszych minut, po zmianie stron, gospodarze dążyli do odrobienia strat, jednak mądrze grający lubinianie skutecznie powstrzymywali próby ataków gospodarzy – do czasu. W 78 minucie katowiczanie przeprowadzili akcję prawą stroną boiska. Następnie jeden z podopiecznych Jana Żurka bardzo mocno uderzył na bramkę Aleksandra Ptaka. Golkiper Zagłębia instynktownie wybił piłkę przed siebie, niestety wprost pod nogi Łukasza Janoszki, który wiedział, co z piłką zrobić i skierował ją do bramki Zagłębia.
Po zdobytej bramce kontaktowej gospodarze zaatakowali jeszcze odważniej i jeszcze większą liczbą graczy, niż miało to miejsce do tej pory. W efekcie, w 85 minucie, po strzale Grażvydasa Mikulenasa katowiczanie doprowadzili do wyrównania. Wszystko zaczęło się od faulu Mateusza Bartczaka na Iwanie w okolicach lubińskiego pola karnego. Z rzutu wolnego zagrywał Markowski, po jego uderzeniu piłka odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką i spadła pod nogi Mikulenasa, który z niewielkiej odległości skierował ją do bramki Zagłębia ustalając tym samym wynik meczu.
Niestety nie była to ostatnia strata, jaką tego dnia ponieśli lubinianie. W 90 minucie gry czerwoną kartką, za dyskusję z arbitrem przy naszym rzucie wolnym, został ukarany Mateusz Bartczak.